Klimczak Mikołaj

Mikołaj Klimczak

Urodziłem się we Wrocławiu 14 lat po akcji pierwszej części "Szczurów...". Czy to biegając jako dziecko między blokami Kozanowa, czy przemierzając ciemne i często brudne zaułki Starego Miasta, zawsze mówiłem o sobie, że w tym mieście się urodziłem i w tym mieście umrę. Czy tak będzie - pewnie się jeszcze okaże, bo jak na razie mieszkam poza Wrocławiem, choć pracuję we Wrocławiu.

Patrząc na to wszystko, co reprezentują sobą inni współbohaterowie literaccy "Szczurów..." nie jestem chyba nikim szczególnym. Miałem to szczęście, że w pracy zawodowej robię to, co lubię i jak na razie mi się nie nudzi. Trudno mnie nazwać nauczycielem, bo pracuję na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu - precyzyjniej można mnie nazwać kimś, kto ma pomóc studentom w studiowaniu. Niestety, wiele osób przychodzących na studia nie rozumie tego, że nauka w szkole średniej kończy się na maturze, a szkoła wyższa służy do studiowania. Cóż - z pozoru może się to wydawać drobną różnicą.

Oprócz pracy dydaktycznej zajmuję się również pracą naukową, ale to że mam doktorat z ekonomii, jeszcze nic nie znaczy. Znam utytułowane osoby, którym słoma z butów wystaje oraz studentów, którzy są lepsi ode mnie. Nic nie zastąpi prawdziwej pasji w tym, co się robi w życiu.

Nie maluję, nie piszę literatury pięknej, nie robię zdjęć, nie prowadzę bloga. Lubię za to gotować, postrzelać z łuku, puszczać latawce, pooglądać baseball lub softball. Jestem statecznym mężem i ojcem. Ot i wszystko.