Walczak Anna E.

Anna E. Walczak

Anna E. Walczak, urodzona w roku pańskim MCMLXXX jako krakowianka, w rodzinie pedagogów - nauczycieli. Dlatego logicznym było, że znienawidzi szkoły i wszystko, co reprezentują. Posiadając wrodzone wyczucie ortografii i intuicyjną poprawność gramatyczną, tryb słowotoku wbudowany na stałe, naturalną lekkość wysławiania i nieograniczoną wyobraźnię, która aktywowała się szczególnie w trakcie lekcji z przedmiotów ścisłych musiała dostać nalepkę - "dobra z polaka". I dlatego właśnie wybrała profil biologiczno-chemiczny, a papiery, wbrew namolnym sugestiom, złożyła na jedną, jedyną tylko uczelnię, nie zostawiając sobie furtki na bibliotekoznarstwie, filmoznawstwie albo studiach wokalistycznych. Z pasją studiowała zootechnikę na UR, choć z powodu zamiłowania i zebranego doświadczenia zboczyła potem w kierunku etologii; teraz - wszystko co zwierzęce, nie jest jej obce.
Współpracuje z dwoma schroniskami dla zwierząt, przeprowadzając rotacje zwierzęcego inwentarza, rehabilituje bezpańskie stworzenia i naprawia szkody poludzkie. Nie znosi szufladkowania, spływania z nurtem mody, ale też nie próbuje buntowniczo pchać się pod prąd i naprawiać całego świata. Raczej szuka mostu. Przedkłada życie rodzinne z dala od przejawów cywilizacji i towarzystwo zwierzęce nad człowieczym.
Obecnie mieszka pośrodku nigdzie-specjalnie-wszędzie-daleko, na zachodnim wybrzeżu Irlandii, w domku z laskiem, gdzie hoduje parkę dorastających potomków, psy, koty, konie i tylko Małża i brata w liczbie pojedynczej. Ponadto w skład chudoby dożywianej i urzędującej można śmiało zaliczyć lisią rodzinę (zamieszkującą wspomniany już lasek), borsuki (ryjące w kompostowniku i warzywniaku), bandę królików z krewnymi i przyjaciółmi (wyskakujących spod nóg jak królik z trawy) oraz nieprzebrane rzesze ptaszydeł pitolących i rozkrakanych, których jedynym celem życiowym jest dobranie się do krzaczków truskawek i oskubanie przed człowiekami malin, tudzież agrestu z owoców.
Skrobaniem po papierze zajmuje się od dwóch dekad, jednak dopiero od niedawna, głównie za sprawą Małża i Przyjaciół, dostawszy solidny kop w sempiternę, zabrała się za odkurzanie szuflady, dręcząc tym klawiaturę oraz rodzinę.
Pisze, bo... zwyczajnie to lubi, ma chyba za dużo wolnego czasu i bez fantastyki żyć nie potrafi.
Debiutowała jeszcze w szkole podstawowej opowiadaniem "Człowiek człowiekowi człowiekiem", opublikowanym w lokalnej gazecie krakowskiej, długo potem w antologii "Pieśni końca" (opowiadaniem „Życiowe odkrycie”), a już ostatnio opowiadaniami "Kwestia przetrwania" oraz „Bożowola” przypuściła szturm na "Science Fiction, Fantasy i Horror". Pisze cały czas, w dwóch językach, choć życie rodzinne i zawodowe skutecznie spowolniło proces, nie zamierza odpuścić.
Przyznaje, że czasem ogarnia ją nostalgia za krajem, gdzie wyrosły jej nogi, na dobrowolnej emigracji nie jest jej najgorzej, a nawet całkiem przyzwoicie. Spełnia marzenia.
Swoje i cudze w miarę możliwości. O tu: Strona dreamcatcher-project.webs.com oraz Profil FB